Wróciłem z weekendu mega odprężony, bo moja wielka, obrzydliwie bogata korporacja przygotowała nam trzydniowe szkolenie w górach. Nie ma nic lepszego, niż te darmowe szkolenia biznesowe. Wchodzisz do pokoju, tam ogromne łóżko, własna lodówka, alkohol na każde zawołanie. Żarcia też jest pod dostatkiem, a biedni kelnerzy kłaniają się przed tobą, jak tylko mogą, bo to ty jesteś panem, ty płacisz. Właściwie jest jakaś idea, dla której szkolenia menedżerskie są organizowane, ale absolutnie nie widzę jej przesłania. Nic bardziej kreatywnego już nie wymyślimy, dlatego czemu nie wylegiwać się cały weekend nad basenem lub w łóżku? Jakoś problemów w pracy przez to nie mam - powiem więcej! Jestem niezwykle wypoczęty po takim wyjeździe. Nie to, że chce mi się pracować. Po prostu czuję się lżej. Kiedyś nasza firma zorganizowała cykl pt. Szkolenia Kraków. No umarłem. Po co komu szkolenie, na które nie można wyjechać z miasta? Nie ma wtedy ani szans na dobry alkohol, bo w Krakowie to wiadomo, centusie, ani na dziewczyny, bo wtedy rodzina czuwa i nie daje się rozerwać. Tym niemniej - generalnie jest po prostu klasa. Zdarzają się wpadki, typu niechciane dzieci 9 miesięcy po, ale mnie co najwyżej grozi przepicie.