KRRiT wymyśliło sobie, choć nie samo, by w radiach puszczany był określony, przerażająco wręcz wysoki, wolumen polskiej muzyki. Słuchacze przyjęli decyzję Rady z niedowierzaniem. Dzięki tej decyzji mamy więc w eterze takie tuzy muzyki, jak Joanna Kulig, Maja Kraft czy Aneta Figiel, panie, których same nazwiska śmieszą, nie wspominając o ich bliskiej żartu twórczości. Recepta na sukces była prosta: weźmiemy melodię disco polo i na nowo zaaranżujemy. Zagraniczni artyści, o nieco głębszych horyzontach musieli ustąpić preferowanym polskim twórcom. Dla kogo dobre jest wprowadzenie tego nakazu? Na pewno nie stacje radiowe, które z całych sił muszą starać się tak dobierać repertuar, by nie stracić słuchaczy. Słuchacze są zaś wystawiani na próbę - radia sprawdzają, jak wiele polskiej muzyki nasze uszy potrafią znieść. Nie oszukujmy się więc: to tylko wydawnictwa i producenci korzystają na tym zapisie, wypuszczając bezkarnie śmieci na polski rynek muzyczny. No i oczywiście, mali polscy celebryci mają w końcu i swoje pięć minut. Wiele się nie namęczą, dużo nie natworzą a w radiu ich puszczą. Żyć, nie umierać. I zarabiać. Są inne sposoby poprawiania znajomości polskiej piosenki wśród Polaków. Sposoby te byłyby również w stanie poprawić jej jakość. Niestety, dla KRRiT najwyraźniej to nie poziom artystyczny jest najważniejszy.